Wybrali franczyzę GRENE i… nie żałują!

Otworzyli sklep budując mocną pozycję na lokalnym rynku. W planach mają kolejne inwestycje. Wszystko dzięki wsparciu silnej marki z branży technicznego zaopatrzenia rolnictwa – o specyfice prowadzenia własnego biznesu w małej miejscowości rozmawiamy z Rafałem i Barbarą Kociszewskimi, franczyzobiorcami GRENE.

Ile lat trwa wasza współpraca z GRENE?
Nowy rozdział w naszej działalności pod nazwa GRENE rozpoczęliśmy w czerwcu 2012 roku. Z chęcią nawiązaliśmy współpracę z tą marką znaną w branży zaopatrzenia dla rolnictwa i nie tylko.

Dlaczego wybór padł na GRENE?
Z natury jesteśmy optymistami, ale zaczynając ten biznes wiedzieliśmy, że tworzenie czegoś nowego na rynku jest rzeczą nader trudną, wymagającą wiedzy i kompetencji. Będąc laikami w tej dziedzinie mielibyśmy pytania dotyczący wielu kwestii, m.in. wizualizacji sklepu, jego zaopatrzenia i innych zagadnień. Nasza wiedza została uzupełniona dzięki specjalistycznym szkoleniom. To zdecydowało, że zaufaliśmy tej marce, a firma GRENE obdarzyła zaufaniem nas.

Z jakim doświadczeniem rozpoczęliście tę współpracę?
Mamy własne gospodarstwo rolne. Zajmowaliśmy się też handlem maszynami rolniczymi. Od tej strony znaliśmy branżę doskonale. Wydawało nam się, że prowadząc taką działalność w sklepie specjalistycznym tzw. trudne sprawy będą dla nas błahostką. Niestety rzeczywistość była odmienna. Zarządzanie sklepem specjalistycznym różni się od prowadzenia własnego gospodarstwa.

W jakiej miejscowości działa Państwa sklep?
Nasz sklep położony jest w kameralnej miejscowości Kłódka. Jest to bardzo mała miejscowość leżąca przy drodze krajowej numer 16, w sąsiedztwie Grudziądza. Myślę że, dla GRENE byliśmy innowacyjną lokalizacja, gdyż jesteśmy odosobnieni, brak jest w pobliżu centrów handlowych i przedstawicieli innych branż.

Jaki był okres zwrotu inwestycji w waszym przypadku?
Na to pytanie nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć. Wychodząc z założenia „kto się nie rozwija, to się cofa” cały czas inwestujemy w zaopatrzenie, powiększamy asortyment. Chcielibyśmy, aby każdy klient wyszedł ze sklepu z zaplanowanymi zakupami od ręki, ale niestety nie zawsze tak się dzieje – z czego do końca nie jesteśmy zadowoleni. Ale nie uciekając parlamentarnie od sedna pytania, zwrot inwestycji w sklep nie przekroczył
terminu przewidzianego w stworzonym dla naszej placówki modelu finansowym. Planowano, że zwrot nastąpi w okresie do 3 lat, ale dzięki naszemu zaangażowaniu osiągnęliśmy ten wynik nawet wcześniej.

Czy państwa zdaniem trzeba bardzo
dobrze znać się na rolnictwie, by prowadzić sklep dedykowany tej grupie klientów? Owszem, na pewno dobrze jest wystartować z obfitym bagażem wiedzy rolniczej, ale będąc chłonnym informacji cały czas możemy, a nawet powinniśmy się dokształcać. Ta grupa klientów ma konkretne zapotrzebowania, a im szybciej będziemy potrafili sprostać tym wymaganiom, tym szybciej osiągniemy sukces.

Jaka funkcję pełnicie w swoim sklepie i ile czasu spędzacie w placówce?
Tuż po otwarciu ruszyliśmy z opcją „wszystkie ręce na pokład”, gdyż odnalezienie się w nowych rolach nie było zbyt łatwe , a wymagania klientów spore. W zderzeniu z nową rzeczywistością staraliśmy się wzajemnie, wraz z resztą ekipy, wspierać, aby klienci ocenili nas pozytywnie. To było nasze główne motto i priorytet. Z czasem to współpracownicy przejęli większość obowiązków, a ich kreatywność pozwalała nam na budowanie relacji z klientami. Dzięki temu możemy działać też w innych dziedzinach. Moja żona Barbara zajmuje się sprawami księgowymi, co wydłuża jej czas pracy do późnych godzin.

Kiedy pojechaliście na pierwszy dłuższy urlop?
Przez pierwsze dwa lata skupiliśmy się na budowaniu pozycji sklepu, co skutkowało brakiem czasu na dłuższe wojaże. Wyrzeczeń było dużo więcej. Mamy nadzieję że, dzieci nam to wybaczą. W ubiegłym roku zrekompensowaliśmy sobie wcześniejsze poświęcenie, organizując czas na kilkunastodniowy wyjazd. Jacy są Państwa klienci, czy są lojalni wobec marki i sklepu? Mamy sporą grupę klientów i tu jest trafna nazwa – lojalnych, którzy będąc w potrzebie pierwsze kroki kierują do nas. Jest to bardzo budujące. Oczywiście staramy się, żeby ta grupa systematycznie się rozrastała, a z drugiej strony w przypadku niepowodzeń staramy się wyciągać wnioski, aby
niezadowolony klient jeszcze raz dał nam szansę.

Ile osób pracuje w sklepie na stałe?
Od samego początku działamy wraz z moim bratem Radkiem oraz kolegą Wojtkiem. Wspólnie staramy tworzyć zgrany team. Naszym postanowieniem było, aby sklep tętnił życiem.

Czy ktoś z rodziny, bliższego otoczenia widząc wasz sukces nie zastanawia się nad wejściem do sieci GRENE?
Nikt nie przedstawiał mi takiego scenariusza, ale może ktoś taką opcję rozważa, wówczas ja chętnie podzielę się moim doświadczeniem.

Co dla was oznacza własna firma, sklep. Czy traktujecie to jako biznes rodzinny, który przyjmie następne pokolenie?
Własną firmę, sklep traktujemy jako nasz sukces, który trzeba należycie pielęgnować. Na pewno cieszylibyśmy się z tego, gdyby któryś z naszych trzech synów wykazywał podobne zainteresowania, a rozwijając tę działalność mają możliwość przyglądania się z bliska wszystkim zagadnieniom. Z drugiej strony, gdyby wybrali inną drogę również będziemy ich wspierać. Najważniejsze, aby wyrośli na dobrych ludzi.

Czy znacie się z innymi franczyzobiorcami GRENE, jakie są wasze relacje?
Jak najbardziej mamy bliski kontakt z kilkoma placówkami, fajnie jest porozmawiać w gronie ludzi, którzy są otwarci i mówią zarówno o zaletach, jak i problemach, które także odnotowujemy. Wówczas możemy wprowadzać pozytywne zmiany, jak i eliminować problemy już w samym zarodku. Nie sposób mieć bliskie relacje ze wszystkimi, gdyż grono franczyzobiorców z roku na rok się powiększa, co nas bardzo cieszy. Mamy możliwość poznać się bliżej przy organizowanych spotkaniach i szkoleniach.

Czy myślicie o otwarciu kolejnej placówki?
Patrząc z perspektywy czasu wiemy, że prowadząc sklep GRENE trzeba dużo poświęcenia. Franczyzobiorca musi mieć świadomość, że samo powierzenie mu marki GRENE może okazać się niewystarczające. Dlatego trzeba sporo starań, aby zaistnieć na rynku lokalnym. Myślimy o otworzeniu nowej placówki. Na razie ładujemy energię i gromadzimy doświadczenie, aby nowy punkt GRENE był odzwierciedleniem naszego obecnego sklepu. Sieć GRENE dała nam ”wędkę”, ale przysłowiową „rybkę” musimy złapać sami. Bo sukces naszego biznesu zależy od nas.

Rozmawiała Irina Nowochatko-Kowalczyk

Wywiad ukazał się w numerze 6/2015 magazynu Franczyza&Biznes.