Rolnik może więcej

O tym jak powstawał ich sklep, co decyduje o sukcesie takiego przedsięwzięcia i dalszych planach w strukturze sieci Grene opowiadają Bartosz Rogala, Bogusław Kłudczyński i Sławomir Kotarski, właściciele sklepu franczyzowego w Łęczycy.

 

P1160312-001 (640x427)Jesienią 2011 roku jako pierwsi podpisaliście umowę franczyzy z Grene. Nie mieliście obaw, że nie było wówczas nikogo, kto by przetarł szlaki jako partner tej marki?

Mieliśmy. Jednak oprócz tych obaw mieliśmy też satysfakcję, że jesteśmy pierwsi. Dopóki sklep nie zaczął działać zastanawialiśmy się czy dobrze zrobiliśmy. Daliśmy radę, odnotowujemy zadowalające obroty.

 

Dlaczego wybór padł na tę firmę, skąd dowiedzieliście się, że mają franczyzę?

Sklepy Grene znaliśmy wcześniej a o ofercie franczyzy dowiedzieliśmy się z ogłoszenia w prasie. Mieliśmy już działającą firmę. Zajmowaliśmy się handlem jęczmieniem i chcieliśmy poszerzyć działalność. Zainteresowało nas to ogłoszenie i zaczęliśmy się zastanawiać nad współpracą.

Jakie doświadczenie mieliście otwierając własny sklep rolniczo-techniczny?

Jesteśmy rolnikami. Pomogła nam znajomość branży rolniczej. Znamy teren, wiemy jakie maszyny tu pracują. Wiemy jakie jest zapotrzebowanie, czego brakuje. Doświadczenie w handlu mieliśmy jako rolnicy. Każdy rolnik w ten czy inny sposób handluje. Produkuje płody, żeby potem jak najlepiej je sprzedać. Natomiast w sprzedaży detalicznej nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Uczyliśmy się od początku.

 

Co było dla was najbardziej istotne przy wyborze tej franczyzy?

Na rynku nie było innych franczyz w naszej branży. Natomiast ważne było to, że to propozycja współpracy ze strony znanej marki.

 

Jak jest skonstruowana umowa franczyzy, czy wszystko rozumieliście, czy potrzebowaliście dodatkowej konsultacji, np. z prawnikiem?

Umowy nie konsultowaliśmy z prawnikiem. Dokument był jasno sformułowany. Nie było tam żadnych zawiłości, których nie dało się zrozumieć. To co nas interesowało zostało wyjaśniono na spotkaniach. Umowa jest elastyczna. Wszelkie sprawy wyjaśniane są na bieżąco. Nie mamy żadnych zastrzeżeń.

 

Umowę podpisaliście na okres pięciu lat. Przedłużycie współpracę na kolejny okres?

Weszliśmy w ten biznes tak mocno, że nie ma podstawy, by tego nie zrobić.

 

Jaka jest biznesowa alternatywa w miejscowości, w której działa sklep? Gdyby nie Grene, to czym byście teraz mogli się zajmować?

Być może handlowalibyśmy dalej jęczmieniem. Moglibyśmy to rozkręcić na większą skalę. Myśleliśmy też o sklepie ze środkami chemicznymi do ochrony roślin. Trudno powiedzieć czym byśmy się zajmowali.

 

Zarządzacie firmą we trzech, nie jesteście rodziną – czy zdarza konflikt interesów?

Nie jesteśmy rodziną, ale czujemy się tak jak byśmy nią byli. O dziwo, prawdziwych konfliktów między nami to chyba nie było. Mamy nadzieję, że do tego nigdy nie dojdzie. Dogadujemy się. Jak jeden podskoczy to starszy, mądrzejszy wytłumaczy. Cały układ polega na kompromisach.

 

Kto tworzy zespół zajmujący się obsługą sklepu. Preferujecie zatrudnianie znajomych, czy osoby z ogłoszenia?

Jeżeli chodzi o załogę w sklepie, to zatrudniani są członkowie naszych rodzin. W tej chwili na stałe są zatrudnione trzy osoby. My, w ramach możliwości czasowych, staramy się wspierać załogę.

Po starcie sklepu wszystko szło zgodnie z planem, czy może były momenty zwątpienia w tę inwestycję?

Po starcie nie mieliśmy czasu na zwątpienie. Machina ruszyła. Jesteśmy cały czas zaangażowani.

 

Po jakim okresie sklep zaczął zarabiać?

Otworzyliśmy sklep w lipcu 2012 roku w żniwa. Zaczęliśmy zarabiać wiosną kolejnego roku, czyli po niecałym roku od rozpoczęcia działalności. Obroty cały czas systematycznie rosną. W 2015 roku powiększyliśmy sklep, wystawiliśmy też więcej towarów na zewnętrznej ekspozycji.

 

Czy myślicie o otwarciu kolejnej placówki?

Oczywiście, że tak.

 

Co Waszym zdaniem decyduje o powodzeniu sklepu Grene?

Czynników jest wiele. Począwszy od spraw sprzedaży. Na początku chociaż jeden z pracowników powinien być zaznajomiony z tą dziedziną. Jak się trafi dwóch czy trzech takich „zielonych”, to wtedy jest nieprzyjemnie. Ważną sprawą jest też trafiona lokalizacja sklepu. Trochę szczęścia i tyle. Oczywiście zaangażowanie właściciela też musi być. Trzeba umieć złapać kontakt z klientami, potrafić nawiązać głębsze relacje. Wtedy ludzie to doceniają. Bywa, że klient nie patrzy nawet na cenę – wychodzi uśmiechnięty, że kupił.

 

Czy kolejni kandydaci na franczyzobiorców szukali kontaktu z Wami by zapytać jak układa się współpraca z Grene?

Tak. Szukali, dzwonili, przyjeżdżali. Kilka osób tu było. Staramy się zawsze obiektywnie odpowiadać na wszystkie pytania.

 

Jakich błędów powinien się wystrzegać początkujący franczyzobiorca?

To jedno z najtrudniejszych pytań. Na pewno błędem byłoby tylko zainwestowanie pieniędzy i zostawienie sklepu samym pracownikom. Błędem jest też, gdy właściciel sklepu ogranicza kompetencje pracowników. Pracownik musi być obdarzony jeżeli nie pełnym, to dużym zaufaniem. Jeżeli pracownik będzie miał ograniczone możliwości, to wiele nie zrobi. Na przykład, nasi pracownicy sami decydują o tym komu i kiedy mogą dać upust. Mają świetne kontakty z klientami. Trzeba także pamiętać o sezonowości tego biznesu. Na pewno błędem byłoby zachłyśnięcie się wysokimi obrotami i zyskiem w sezonie letnim i nieprzygotowanie się na tzw. dołek, który będzie w miesiącach zimowych. Tu trzeba zostawić sobie zapas pieniędzy. Zasada jest taka, że jeśli dużo zarabiamy, to nie wydajemy dużo. Możemy zacząć wydawać od startu kolejnego sezonu – wiosną.

 

Rozmawiała Irina Nowochatko-Kowalczyk

Magazyn Franczyza&Biznes